O mnie

Moje zdjęcie
Gotowanie to takie moje czary-mary. Zabawa, której efekt nigdy do końća nie jest mi znany. Chyba nie przestanę się dziwić, że tak zwykłe składniki są potrzebne do wykonania czegoś niezwykłego. Lubię dreszczyk emocji, kiedy ciasto rośnie w piekarniku i nie cierpię czekania, kiedy musi ostygnąć. Zapraszam na proste, smaczne małe "co nieco"!

20 lipca 2013

Wenecja

Postanowiłam dokończyć posta o kwietniowej włoskiej wyprawie.
Chociaż wolę spokojne i mało turystyczne miejsca, to Wenecja jest warta zobaczenia.
Fakt, znajdziecie tu także dużo chińszczyzny na straganach, restauracje nastawione tylko na turystyczny przemiał, ale kto szuka- ten znajdzie. Ja znalazłam.
I tratorie, gdzie jedli lokalni i miejsca gdzie można było odsapnąć od tłumu.

Kwiecień to dobra pora na zwiedzanie. Sezon turystyczny w Wenecji co prawda nigdy nie zanika, ale jego skala jest znacznie mniejsza w "niewakacyjne" miesiące.



in Venice :)


darmowy drink








dla włoskich (i nie tylko) elegantów w łodzi- "gumak" top fashion




idealne na herbatkę z teściami  ;)







moje ulubione z pobytu- dzień prania






special menu for today! "cat" (tł. sierściuch)

19 maja 2013

Asolo

Miejsce, w którym słychać ciszę.
Czuć oliwki i dobre jedzenie.
Gdzie nigdzie nikomu się nie spieszy.
Asolo.























9 maja 2013

Treviso i okolice

Lecimy.

Samolot nie jest moją ulubioną formą podróży. Telepie w nim
niesamowicie, a poza tym myśl o wysokości nie "dodaje mi skrzydeł" :)
Pokrzepiająca jest wizja tego, co tam zastaniemy.

Włochy to dla mnie kulinarna rozkosz. Zawsze. Kluchy, pizza, parmezan i
dobre wino. To, co tygrysy lubią najbardziej.
Garnitury, buty, eleganckie "donny" i siesta.  Spokój, brak pośpiechu.

Idealne miejsce na wakacje. Na odpoczynek.






































Bez przewodnika. Bez planu, bez mapy.  I z myślą o wypoczynku, ale nie
koniecznie tym biernym.
Język migowy i kilka wyuczonych słów, których intonację, szczerze
mówiąc,  słuchają z lekkim uśmiechem na twarzy.

Treviso- malownicze miasteczko, spokojne, pełne gracji i szyku.  Pełne
małych sklepików, restauracji z dobrym jedzeniem.

Mnie zachwycił targ rybny. Porcjowanie na oczach "widza".  Rozmaitość
skorupiaków.







Kramiki warzywno-owocowe





Rowery






cd....

30 marca 2013

Zaczyna, nie kończy...Wielkanocne jajo

Często zaczynam 100 tysięcy rzeczy na raz.
Rząd książek leży koło mojego łóżka, sterta gazet-zaczętych i odłożonych.
Porządki, których przestaje mi się chcieć, jak tylko wyłożę wszystko na środek pokoju.
Już tak mam...
Staram się bardziej, aby dokańczać powieści, przeczytać gazetę od deski do deski, napisać wszytko w mailu i na blogu. Bez kalendarza, chyba bym przepadła.

Za to gotowanie... to proces od początku do końca jasny. Bo kończy się... jedzeniem, a to jest rzeczywisty i definitywny jego koniec.

To co, może wielkanocne jajeczko? Nieco w innym wydaniu.
Na śniadanie,
na codzień i od święta.

Potrzebujemy:
kajzerki (lub Wasze ulubione inne okrągłe bułeczki)
jajka (jedno na bułeczkę)
boczek, szynkę lub inne mięso w plasterkach
ser żółty
trochę zieleniny: szczypiorek, pietruszkę, zioła-kto co lubi
sól, pieprz, przyprawy (jakie chcecie)


Czubek bułki odkrajamy, drążymy środek bułki.
Wkładamy szynkę, wbijamy jajko, doprawiamy, przykrywamy serem żółtym.

Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni, przez ok 5-10 min, tak aby jajko się ścieło, a bułeczki nie przypaliły.

Posypujemy zielonym:)



Smacznego i spokojnych Świąt Wielkiej Nocy!



14 marca 2013

Śpiewać każdy może...


Śpiewacie prowadząc samochód?
A może słuchacie audiobooków?
Ja śpiewam.
Głośno. ..

To chyba jedyne miejsce, gdzie daje upust swoim wokalnym "umiejętnościom". Poza tym, to bardzo mnie relaksuje a jednocześnie, pozwala skoncentrować się na drodze. Serio!
Wystarczy muzyka, którą lubię i wtedy nie da się nie śpiewać. Oczywiście, oszczędzam tych, którzy jadą ze mną, nie wspominając tych, z którymi jadę ja. Szkoda, aby ich poczucie estetyki zostało zniszczone;)
Czasami widzę z naprzeciwka dziwne miny przechodniów lub innych kierowców. Pewnie myślą, że ubliżam im za złą jazdę lub powolne przechodzenie przez pasy. Nic z tych rzeczy! Wyznaję jednak zasadę:  Mój samochód, moje królestwo. Śpiewać i tak będę;)

A póki co, może skusicie się na coś smacznego.
Kluchy, bo jakże by inaczej ;)

zapraszam

Przepis na makarony znajdziecie tutaj.

Potrzebne nam będą:

pół polędwiczki
parmezan
śmietana 30 %
sól, świeżo zmielony pieprz,
czosnek- 1 ząbek

Polędwiczkę smażymy na małym ogniu do zarumienienia.
Do wytopionego tłuszczu dolewamy śmietanę, dodajemy czosnek, sól, pieprz- będzie to sos do makaronu.
Polędwiczki kładziemy na ugotowanym makaronie, polewamy sosem i posypujemy parmezanem.

Polecam!